Joker człowiekiem rodziny

Joker człowiekiem rodziny

Mówi się, że dzięki rodzinie stajemy się mocniejsi, silniejsi. Dla nich zrobimy wszystko. Jest jednak jeden wyjątek – Batman. Tworząc ‘Batman, Inc’ i przyjmując do drużyny takie postacie jak Batgirl, Robin, Red Robin, Red Hood, czy Nightwing stał się słaby. Stał się przewidywalny. Bo po co się masz starać, skoro w głowie jest pewność, że gdy coś pójdzie nie tak, zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń?

Batman_and_Robin_Vol_2_16-700x325

Rozproszony po kilku różnych seriach 23-odcinkowy cykl “Death of the Family” rozpoczyna się wsadzeniem Jokera do Arkham Assylum przez Batmana. Jeszcze tego samego dnia Joker zostaje zamordowany, a jedyne co po nim zostaje, to skóra jego twarzy przygwożdżona do ściany. Gotham wpada w chaos, zbiry solidaryzują się z martwym szefem i wychodzą na ulicę, a jego najbliższa partnerka – Harley Queen zaczyna polowanie na jedyną pamiątkę po zmarłym kochanku. Po roku, gdy miasto zaczyna wracać do normy, Joker ponownie pojawia się w mieście. Bardziej zdeterminowany i krwiożerczy. Jego celem nie jest sam Batman, ale cała jego rodzina. Nawet ta przyszywana. Szaleniec rozpoczyna wyprawę próbując zagiąć swoich przeciwników, złamać ich i przestraszyć. Wszystko po to, by uświadomić Człowiekowi Nietoperzowi jak bardzo jego najbliżsi go osłabiają.

Joker

Twórcą opowieści jest Scott Snyder, który już ma spore doświadczenie zarówno z Batmanem, jak i Batgirl, czy nawet z Supermanem. Choć za jego najważniejszą historię uważano Swamp Thing. Do tej pory. Death of the Family jest zainspirowane hisotrią Batmana z lat 80 – Death in the Family. W czterozeszytowej serii Joker brutalnie morduje Jasona Todda, drugiego w historii Robina. Batman przez wiele lat obwiniał samego siebie za tę tragedię. Snyder tym razem stara się stworzyć zupełnie inne widowisko. Pełne przemocy, szaleństwa i… miłości. Scott sam przyznał w wywiadzie, że zdecydowano się na publikacje pierwszego numeru w Walentynki, bo przecież Joker głęboko wierzy, że uczucia łączące go z Batmanem to nie nienawiść, a właśnie miłość.

batman death

Nie bez znaczenia pozostaje tutaj styl graficzny. Mroczny, brutalny i pełny szleństwa. Sama postać Jokera, który po odnalezieniu swojej skóry twarzy przyczepia ją na gumki recepturki na praktycznie gołą kość czaszki, budzi obrzydzenie i uczucie dyskomfortu. Z uwagi, że opowieść skacze od zeszytu do zeszytu poznamy style kilku różnych rysowników. Historia rozpoczęła się od Batgirl, by po czterech zeszytach przerzucić się na strony Batmana, a po kolejnych czterech na Batmana i Robina. Później zaczyna być coraz bardziej interesująco, bo czas trwania serii w jednym komiksie to dwa numery, a sama opowieść zahacza o takie komiksy jak Catwoman, Detective Stories, Nightwing, Red Hood and the Outlaws, Suicide Team i Teen Titans. Dzięki temu, co chwilę spotykamy nowe kreski, innych rysowników, poznamy nowe światy. Widzimy jak inni bohaterowie walczą z innymi przeciwnikami. Tylko Joker lekko śmieje się w tle przez naderwaną skórę, by w odpowiednim momencie uderzyć i obnażyć ich słabości. Po czym kieruje się do następnego.

batman16

Bardzo często, w poprzednich komiksach, czy nawet filmach, było coś, co sprawiało, że z Jokerem można było sympatyzować. Chaos, szaleństwo, lekka nutka idiotyzmu i bólu. Tym razem jest inaczej. Death of the Family jest cyklem, który zabija w czytelnikach chęć zrozumienia go. To nie jest kolejny czarny charakter, który jest skrzywdzony przez los i szuka zemsty. Joker to kompletny psychopata, który nie cofnie się przed niczym, by ukazać słabość Batmana. Nie zostały już żadne granice, pozostałe same zgliszcza zniszczonych osobowości, a gdzieś pośrodku odwieczna walka mroku z chaosem. Death of the Family to świetna opowieść dla ludzi wierzących, że Joker pod swoim makijażem posiada jakiekolwiek ludzkie odruchy. Mały spoiler – nie posiada. To jedynie clown z najmroczniejszych koszmarów.

#albert#batgirl#batman#bruce wayne#dc comics#gordon#joker#nightwing#pennyworth#red#red hood#robin#scott snyder
About theJacek
Mógłbym o sobie powiedzieć, że jestem uzależniony od własnych zmysłów. Nie jednego, nie dwóch, lecz wszystkich. Dlatego nie czytam zbyt wielu książek – reszta zmysłów robi się zazdrosna i nie daje spokoju, szukając nowych bodźców w innym miejscu. Nie bawi mnie wracanie o kilka kartek, bo własny mózg zrobił mi figla i zamiast skupić się na czytanym tekście, zaczął zastanawiać się nad dźwiękiem pijaków za oknem i zapachem świeżej Coca Coli w szklance. Porywają mnie za to światy kompletnie złożone, gdzie obraz układa się ze słowem i dźwiękiem w jedną całość. Komiksy, filmy, animacje. Jednak, to co naprawdę wciąga, to gry. Bo oprócz tego wszystkiego jestem w samym środku wydarzeń. Tylko ja i tysiące bodźców.